Piszę,
bo słowa potrafią ocalić.
Rozświetlić miejsca,
w których kiedyś było tylko milczenie.
Piszę,
bo znam ciężar ciemności.
Byłam po tamtej stronie —
tam, gdzie dziecko uczy się przetrwania,
a dorosła kobieta niesie w sobie
całe archiwa bólu.
Piszę,
bo wiem, jak wygląda życie,
kiedy serce staje się walizką
pełną swoich ran.
Kiedy człowiek szuka miłości
jak żebraczka okruchów czułości.
Piszę,
bo przeszłam drogę,
która nauczyła mnie jednego:
cierpienie nie jest końcem historii.
Jest początkiem przemiany.
Piszę,
bo słowa potrafią rozmrozić serce,
rozsupłać lęk,
przypomnieć o oddechu.
Potrafią zamienić traumę
w mądrość,
a upadek
w moc tworzenia nowej historii.
Piszę,
bo każda kobieta nosi w sobie światło,
nawet jeśli przez lata
ktoś kazał jej wierzyć,
że jest ciemnością.
Piszę,
bo widziałam, jak kobiety
odnajdują siebie
w jednym zdaniu,
w jednej prawdzie,
w jednym drgnieniu serca.
Piszę,
bo słowo jest mostem.
Jest dłonią wyciągniętą
do tej, która jeszcze nie wie,
że może wrócić do siebie.
Piszę,
bo moje życie nauczyło mnie,
że z trybu ofiary
można przejść
do roli bohaterki
własnej historii.
Piszę,
bo poezja jest drogą.
Jest przemianą.
Jest domem.
I dlatego
piszę.
Pisanie jest dla mnie czymś prostym i jednocześnie ważnym. To moment, w którym zatrzymuję się na chwilę i próbuję poczuć świat, zamiast go opisywać. Nie przez definicje, tylko przez oddech, światło, ciszę. Czasem przez emocję, która pojawia się gdzieś pomiędzy jednym słowem a drugim.
Wiersz rodzi się u mnie z drobnego poruszenia. Z tego, że coś we mnie drgnie, odsłoni się, przypomni o sobie. Nie piszę po to, żeby tłumaczyć rzeczywistość. Piszę, żeby być bliżej tego, co naprawdę czuję.
Wierzę, że słowa potrafią zmieniać człowieka. Rozjaśnić mrok, uspokoić lęk, otworzyć drzwi, które długo były zamknięte. Dlatego szukam prawdy w codzienności — w kawie o poranku, w zapachu lata, w dotyku dłoni, w wieczornej ciszy. W takich drobiazgach jest sens.
Pisanie jest dla mnie powrotem do siebie. Każdy wiersz to krok w stronę zgody, odwagi, światła. Nie uciekam od cienia, bo on też jest częścią życia. Staram się go słuchać, bo często mówi najwięcej.
Moja poezja wyrasta z natury. Z jej rytmu, z jej spokoju, z tego, że niczego nie przyspiesza. Natura odbija to, co dzieje się we mnie. Mgła, rosa, maki, wiatr, morze i światło to nie są obrazy, tylko stany. Pisząc, próbuję uchwycić moment, w którym świat zewnętrzny spotyka się z wewnętrznym.
Pisanie jest dla mnie rozmową. Ze sobą, z drugim człowiekiem, z życiem. Nie chcę nikogo przekonywać ani pouczać. Chcę towarzyszyć. Chcę tworzyć przestrzeń, w której ktoś może odnaleźć swoje emocje, swoje pragnienia, swoje światło. Wiersz jest zaproszeniem.
Wierzę, że poezja jest formą czułości. Delikatnym dotknięciem świata. Miejscem, w którym można być sobą — bez masek, bez lęku. Piszę, żeby pamiętać, że życie jest piękne, nawet kiedy boli. Piszę, żeby przypominać sobie i innym, że zawsze można zacząć od nowa.
Pisanie jest dla mnie sposobem, żeby powiedzieć życiu: tak.